piątek, 12 grudnia 2014

O dobrych myślach


Nominacja dobrych myśli ma na celu przypomnienie sobie chwil, które malują uśmiech na naszych twarzach i powodują, że nawet pochmurny dzień staje się piękny. Mnie zaprosiła Marta.

Myśl pierwsza.
Dawno temu, w piwnicy szkoły podstawowej nr 3 mieściła się stolarnia. Pracował w niej mój dziadek. Na przerwach biegałam tam, by chwilę z nim porozmawiać. Dziś już nie pamiętam o czym, ale wiem, że dla mojej dziesięcio- może jedenastoletniej wersji, to były ważne spotkania. Pamiętam zapach trocin i papierosów, oraz ciepły głos dziadka. I swoją dumę, że to MÓJ dziadek.

Myśl druga.

Wakacje 2001 i moje pierwsze zauroczenie. Tak niewinne, jak to tylko możliwe w przypadku nieuświadomionego dziecka, rozpoczynającego transformację w podlotka. Tym szczęśliwsze, że odwzajemnione. Tym piękniejsze, że - mimo sporej różnicy wieku i doświadczeń (obiekt mojej fascynacji był ode mnie o pięć lat starszy) - niewykorzystane.

Myśl trzecia.

Mieszkanie "studenckie" w Gdyni. Imprezy od czwartku do wtorku, leżenie krzyżem pod krzyżem na Kamiennej Górze. Zepsuty zamrażalnik w lodówce i współlokator, który o piątej nad ranem, ogromnym tasakiem próbował wyrąbać z niego lód. Inteligentna inaczej Strzyga, której "zepsuła się" pralka (nie pobierała wody - zapewne by zaczęła, gdybym odkręciła kurek) Zaręczyny D. Czas kompletnej beztroski i radosnej nieodpowiedzialności. Moment, w którym narodziła się moja przyjaźń z D.

Myśl czwarta.

P. z początków naszego związku. W hełmie czołgisty. W koszulce "RPG pacy umys", z której później zdrapał nadruk, na bosaka w deszczu. Ba, w ogóle wychodzący w deszczu i twierdzący, że to idealna pogoda na spacer. Z zawadiacką grzywką i arsenałem zabawnych, "groźnych" i "uwodzicielskich" min. Cały czas uśmiechnięty. Pełen entuzjazmu i pomysłów. 

 


Myśl piąta.

Każdy dzień spędzony z Rudą lub Cień. Nieważne - w stajni, w podróży stopem, kuchni, czy na facebookowym czacie. Zdrowy dystans i dużo uśmiechu. Wstawanie z oczami niczym miś panda, bo poprzedniej nocy prowadziło się kompletnie abstrakcyjną dyskusję, która wcale nie zamierzała się kończyć, mimo ciągłych zapewnień "idę do łóżka. dobranoc". Przy nich czuję się bardziej Strzygą niż Matką.

***

Nie wywołuję imiennie. Jeśli masz ochotę - czuj się zaproszony/a ;)

2 komentarze:

  1. No pieknie fajnie tak przywolac mile chwile. Zdjecia piekne cali Wy zakochani i wpatrzeni w siebie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ ten P. ma spojrzenie! A jak Wy na siebie patrzycie... Zapomniałam już, że tak można :)

    No i fantazję też facet ma- spacer w deszczu?! :)

    OdpowiedzUsuń