sobota, 18 października 2014

Cwaniara

Mają to po mnie. Wiecznie gonią, szarpią się, skaczą, upadają.

Potem przybiega jedno z drugim, zaryczane i z gilem sięgającym brody, by się przytulić. W sumie...

Wróć.

Tymon przybiega. Agnieszka patrzy jak tulę i pocieszam. Trwa to dosłownie moment, ale ja widzę w slow motion. Niemal dostrzegam trybiki w jej głowie, przetwarzające dane.

Tik. Tik.

Już.

Agnieszka biegnie radośnie na korytarz, gdzie przed sekundą wywalił się Tymon. Kładzie się na podłodze. Wstaje i biegnie w moją stronę, perfekcyjnie udając płacz. Gdyby nie suche oczy i to, że obserwowałam całą scenę, byłabym pewna, ze się przewróciła.

Znowu krzyczę do wewnątrz: "To już!"

P.S. Prawdziwy ryk nastąpił 5 sekund później, gdy odkryła, ze ją przejrzałam i wcale nie odstawię na bok naprawdę płaczącego Tymona.

1 komentarz: