czwartek, 2 października 2014

Uwierz mi, to jest impreza

Wczoraj wieczorem wyszłam z domu.

Nie wisiało na mnie żadne z moich dzieci. Nie musiałam ich przekrzykiwać, rozmawiając z Cień. Ba, nawet nie przerywałam sama sobie wstawkami typu: "NIE JEDZ TEGO!". Siedziałam na fotelu obok kierowcy, a nie z tyłu pomiędzy dwoma fotelikami. W tle leciało cicho puszczone Florence and The Machine.

I było słychać muzykę.

Półtorej godziny ciszy, a ja nadal czuję się jak na haju.

***

Ostatni raz wyszłam na tak długo, zanim urodziła się Agnieszka.

Zjedzcie mnie, ale ona dopiero od tygodnia, może dwóch, zjada normalne*, niemleczne posiłki. Owszem, poskubała wcześniej jabłuszko czy gotowaną marchewkę, ale były to ilości czysto symboliczne. Trzy ziarnka kukurydzy, kawalątek skórki od chleba, dwie łyżki** kaszy, cztery jogurtu. 10 ml herbatki.

Nie. Nie na raz. Po jednym do wyboru, resztę stanowiło moje mleko.

Zmiana nastąpiła dokładnie w momencie, gdy doszłam do wniosku, że nie wyjdę bez niej, dopóki nie pójdzie do szkoły.

***

A najlepsze było to, że gdy kupowałam piwo, ekspedientka zapytała mnie o dowód.


* No dobra, normalne to za duże słowo. Zjada 1/3 normalnej porcji.
** Tsa. W tym wypadku mamy na myśli niewielką plamkę na samym końcu łyżeczki


7 komentarzy:

  1. wow no to poszalałaś nie ma co! gratuluję pierwszego wyjścia a Młodej pierwszych! posiłków;)
    ps: my tu nie od linczowania .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, my tu nie od linczowania! Zwłaszcza, że ja sama karmiłam Panią Córkę piersią przez 14 miesięcy, niemalże na okrągło... Gratuluję wyjścia - na pewno teraz będzie już z tym łatwiej :) I powiem, jeśli jeszcze nie mówiłam - cholernie Cię podziwiam, Ewa <3 :*

      Usuń
  2. Niewyobrażalne ;P Zazdraszczam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie sie marzy weekend tylko we dwoje, gdzieś w jakimś domu w Bieszczadach. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  4. bożę jak ci zazdroszczę. mnie nawet 10 lat temu nie pytali o dowód...

    mnie nawet jak miałam 14 i kupowałam piwo i papierosy nie pytali o dowód.....

    fajnie że udałó ci isę wyrwać i odpocząc odreagować od domu i dzieci

    OdpowiedzUsuń
  5. A wiesz, że to chyba jest jakiś syndrom- takie wyjście bez dzieci, kiedy masz wrażenie, że cisza bije po uszach :) W aucie było słychać muzykę? Nie wierzę :( U nas chyba ten dzień nigdy nie nadejdzie- jak nie dzieciarnia, to my się kłócimy...

    Co do tych porcji i karmienia cycem- rozumiem i nie potępiam. Dzieciaki to cwaniaki. I tyle :) Grunt, że Młoda się ogarnęła i da matce trochę pożyć :) Moja nadal jak wracam skądś (zazwyczaj ze sklepu, bo tylko do spożywczaka udaje mi się pójść bez Niej), przywołuje mnie do porządku, komendą: "Mama cicia" i klepiąc rączką pufę, na której mam sobie spocząć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaka radość z tej ciszy i braku dzieci koło siebie przez chwilę... ;)

    OdpowiedzUsuń