poniedziałek, 20 października 2014

Histeryczka oswojona

Jesień.

Czas liczę w zapaleniach oskrzeli i katarkach. Od inhalacji, do inhalacji. Z codzienną wątpliwością - wyjść na spacer skoro nie gorączkują , czy odpuścić.

Zostać w domu? Źle. Bo przegrzane, nie ma jak budować odporności. Katar to nie choroba, na oskrzela najlepsze świeże jesienne powietrze. Te polskie matki to już całkiem powariowały - najlepiej od września do czerwca w czapce. A potem zakichane, zasmarkane, wiecznie zaziębione dzieciaki, które przedszkole widzą pierwszego września i w dwóch ostatnich tygodniach czerwca.

Wyjść? Oszalałaś? Dziecku zaraz z kataru się zrobią chore oskrzela, a z oskrzeli - zapalenie płuc. Jak alergik, to się zacznie dusić, bo wiadomo, alergicy zawsze gorzej. Mokre od deszczu powietrze też wcale nie jest dobre. Nasila się katar i kaszel. A jeszcze, nie daj borze zielony,  nogi zmokną, bo w kałuże skoczy, i nieszczęście gotowe.

Jestem skołowana.

Gdy Tymon zaczyna kaszleć, od razu widzę obraz sprzed roku. Jego bladą jak ściana buzię, uchylone usta, falujący z wysiłku brzuch. Czuję, choć to przecież niemożliwe, zapach taksówki, którą wiozłam go z nocnej opieki zdrowotnej do domu, by P. zabrał go do szpitala. Boli mnie brzuch. Zupełnie jak wtedy, gdy przez godzinę czekałam na wiadomość, czy moje dziecko dojechało na czas.

Wiem, to absurdalne.

Tymon jest bezpieczny. Mam w domu inhalator, leki. Potrafię rozpoznać symptomy, których, swoją drogą, nie widziałam od tamtej nocy. I obym nie zobaczyła nigdy więcej.

***

W sumie już jest lepiej.

Już nie podaje pulmicortu, gdy tylko zacznie kaszleć. Zaczynam od soli fizjologicznej i syropu.
Wychodzę, jeśli nie ma gorączki, a pogoda jest ładna.
Nie dostaję ataku paniki, gdy jego lekarka nie ma danego dnia wolnych terminów i nie lecę do pierwszej lepszej, byle tylko ratowała moje dziecko. Wymuszam na sobie trzeźwy osąd i , jeśli to bezpieczne, czekam. Lepszy dobry lekarz jutro, niż byle jaki dzisiaj.

Choć najbardziej bym chciała nie musieć czekać.

1 komentarz:

  1. Te ataki paniki znam doskonale. Co prawda z powodu innych objawów, ale jednak... I na szczęście przychodzi taki moment, kiedy odkrywamy, że tylko spokój może nas uratować- jakkolwiek zabawnie to niby brzmi, ale my matki wiemy, że to trochę jak śmiech przez łzy...

    Jak leżałam z Lilką w szpitalu, to nam z zapaleniem płuc kazali chodzić na dwór, a nie kisić się w szpitalnej sali :) Aczkolwiek nawet wśród lekarzy zdania były podzielone, jednak większość wyganiała na spacer :)

    OdpowiedzUsuń