niedziela, 10 marca 2013

Wymagania małego Terrorysty

Coś mu się dzisiaj nie podobało i, pomijając urocze powitanie o poranku, cały dzień piszczał... Nie podobało się nic.

Na ręce? Tak! Nie! Już mnie odstaw! I weź jeszcze raz!
Zabawki? Nie!
Tulić? Tak! To znaczy: Nie!
Jeść? Tak, ale i tak będę piszczał!
Bawić? Tak! Będę Ci wyrywał włosy i skakał po głowie, a Ty masz się głośno śmiać! Albo będę piszczał!

Chwilę spokoju miałam, kiedy zapadł w popołudniową drzemkę i kiedy zrejterowałam do sklepu.*
W życiu tak długo nie łaziłam pomiędzy półkami ;) A ostatni tak powolny powrót do domu zaliczyłam w liceum, po ucieczce z domu, a przed burzliwą dyskusją z rodzicami o powodach owej.


A teraz śpi i tak spokojnie, miarowo oddycha, a ze mnie spłynęła frustracja i pływam w bezwarunkowej miłości.

Bo przecież nasze dzieci najbardziej kochamy gdy śpią i gdy bawią się same, nie wisząc na nas ;)



* Miał też około godziny dobrego humoru pod wieczór. Zabawa polegała na tym, że biegał za moim fotelem i musiałam się odwracać raz z jednej, raz z drugiej strony, żeby go znaleźć, a On wtedy radośnie pokrzykiwał i zanosił się od śmiechu. Po 15 minutach modliłam się już tylko o utratę słuchu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz