środa, 20 marca 2013

Czas nie leczy ran


Wróciłam właśnie ze szkoły - to była jeszcze podstawówka. Mama była w pracy, dom pusty. Weszła babcia S. Uśmiechnęła się jakoś dziwnie. "Dziadek B. nie żyje" - powiedziała, jakby rozlała się kawa. Myślałam, ze żartuje. Że to jakiś durny wygłup. Miałam ochotę ją uderzyć. To nie ona powinna mi to mówić. Dlaczego to ona, skoro nawet nie jest z nim spokrewniona. A potem bardzo, bardzo chciałam płakać... Ale nie umiałam. Coś gryzło w gardle, zatrzymało się wielką gulą. A łzy nie płynęły.

Pamiętam pustą noc, różaniec w rękach, potem zamykanie trumny, Salve Regina na cmentarzu. Każda łza, która wtedy spadła była wymuszona, choć kochałam cie Dziadku z całego serca i jeszcze długo czułam pustkę i złość nie widząc Cię w Twoim fotelu, z czarną lufką na którą nabity był papieros. Potem sama paliłam tak papierosy. Później, gdy dorosłam. Tylko moja lufka była przezroczysta.

I pamiętam wcześniej - zakład stolarski w piwnicach mojej szkoły. To jak, biegałam tam na przerwach. Twój zapach - papierosów i pracy.. drewna... Pamiętam karmik dla ptaków, szpital, w Wejherowie, gdzie prawie nigdy nie mogliśmy Cię zobaczyć, bo dzieci nie wpuszczali... Ale czasem, kiedy miałeś troszkę więcej siły wychodziłeś do nas.

I stale się czuję winna, że wtedy nie płakałam. Choć teraz łzy cisną się pod powieki.

Za wcześnie Ciebie zabrakło. Zabrał Cię ostatni dzień zimy. I choć byłam tylko dzieckiem, choć minęło tyle lat, ja wciąż potrafię przywołać Twoją pooraną bruzdami twarz i sztywne siwe włosy.

1 komentarz:

  1. Pięknie napisane. Najważniejsze, aby te wspomnienia zostały na zawsze.

    OdpowiedzUsuń