poniedziałek, 11 marca 2013

Świat w ramce

Trochę się boję pisać tego posta, bo po ostatnim chwaleniu Tymon rozsmarował mnie po ścianie, ale kto nie zapisuje - zapomina ;)

Mamy rytm.

Po okresie zasypiania o trzecie nad ranem, po pobudkach  drzemkach w najdziwniejszych porach, w końcu odnajdujemy normalność. Tymo przed 22 śpi, budzi się tylko raz i zwykle zasypia po przytuleniu, a ja mogę rócić do łózka i spać jak człowiek (choć nie zawsze). Znowu mam czas dla siebie, mogę się wykąpać, posiedzieć w ciszy, poczytać książkę, obejrzeć film, posutaszować... Oczywiście nie robię tego wszystkiego (poza kąpielą), bo mój organizm uparł się, że najpierw trzeba odespać gorsze czasy ;) Ale powoli wracam do normy, więc już niedługo.

A teraz spowiedź, dla tych które wciąż szukają sposobu: "JAK?!"

Normalnie ;)

Wystarczy ustalić plan dnia i się go trzymać. Stałe godziny posiłków, spacerów, kąpiel o tej samej porze, małe, powtarzalne punkty w ciągu doby.

Brzmi banalnie, ale dla mnie było rewolucją. Nigdy nie jadłam o określonych porach, nie trzymałam się żadnych rytuałów, poza kąpielą przed snem (ale o której ten sen? każdego dnia inaczej). Śniadanie czasem było o ósmej, czasem o trzynastej, obiady na kolację, jeśli w ogóle.

I wydawało mi się, spryciuli, że Tymon też tak może. Jadł na żądanie, spał, kiedy padł ze zmęczenia, spacery były o takiej porze jak się wyrobiłam. I niby było ładnie - dopóki nie zamieniłam piersi na butelkę z nutramigenem. Wtedy nagle drzemkę popołudniową ustawił sobie na 18, a sen nocny na 3. I nie było na niego siły, a ja miałam coraz bardziej podkrążone oczy i wymiętą twarz.

Na nogi postawiła nas moja mama, kiedy pojechaliśmy do niej na święta. Objechała mnie od góry do dołu, strzeliła wykładem o stałych porach posiłków i snu, a na koniec zaczęła mnie pilnować. Warczała, że obiadek o 17, a nie o 14, że za długo się wylegujemy w łóżku, że do zbyt późna bawię się z Tymkiem, że powinnam go wyciszyć i wtedy zaśnie...Klęłam pod nosem, ale o dziwo po dwóch dniach Tymo zasnął o 21:30, a mi zaświtała w głowie myśl, ze może jednak coś w tym jest*

Oczywiście po powrocie do domu wróciły stare przyzwyczajenia. Minęło kolejne półtora miesiąca zanim kopnęłam się w tyłek i z mozołem zaczęłam porządkować naszą dobę.

Teraz Tymon je co trzy godziny** (co wcześniej uważałam za durnotę i bezsens), spacer ma zawsze około 11:30-12, a kąpiel ok 21:21:30, tuż przed snem. I jesli tylko trzymam się tego schematu (a czasem jeszcze zapominam i coś poprzekręcam), to mam spokojne wieczory***.

I o to właśnie chodziło ;)





* jeśli chodzi o moje dziecko. Zapewne sa też takie które nie lubią schematów i nie potrafią w nich funkcjonować (jak ja ;))
** ale obiadek dalej ma o 17-tej. O 14-tej jest mleko.
*** w dzień nie ma spokoju, w dzień jest ostra jazda bez trzymanki i pasów bezpieczeństwa. Tak jak była zanim zaczęłam pilnować rytuałów. Różnica jest taka, ze teraz wiem, kiedy wyłączą rollercoaster.

1 komentarz:

  1. my sie staralysmy i dziecie o 19-20 juz spalo...i tak jest do dzis;p
    20 mala spi...chyba,ze w dzien ma drzemke, co sie juz raczej zdarza raz na ruski rok to wtedy kladzie sie o 21;p

    OdpowiedzUsuń