środa, 29 maja 2013

Good girl don't cry

Nie dotykaj mnie. Nie patrz na mnie.
Nie mogę na Ciebie patrzeć. Nic nie mów. Nie słucham.
Nie chcę. Nie wstanę. Nie jestem głodna.
Nie muszę mieć siły. Nic nie muszę. Po co? Nie pójdę. Zostaw.

***

Tyle się mówi o depresji poporodowej. A co z tą przed porodem? Jest w ogóle?

Jak nazwać stan, gdy nie masz siły otworzyć oczu, wstać, ubrać się, umyć, wyjść z domu, do ludzi? I przede wszystkim - nie chcesz. Nie czujesz potrzeby. Gdy na przemian nie jesz wcale lub jesz jak wilk, ale nie z głodu, tylko żeby zapełnić czymś tą pustkę, którą masz wewnątrz. Gdy wypełnia Cię powietrze i ono tak cholernie boli, rozpycha się w Twojej głowie, w Twoim gardle i drażni, a potem nagle ściska Ci skronie migreną. Gdy obijasz się pomiędzy apatią, a agresją. Gdy najlepszy stan, jaki pamiętasz w związku z upływającą ciążą to względny spokój. Kilka tygodni temu. Gdy ruchów dziecka nie odczuwasz jako próby kontaktu i czegoś pięknego, tylko jako atak na siebie. Gdy siłą wciskasz sobie uśmiech na twarz, gdy ktoś Cię pyta o imię, o termin porodu, o cokolwiek. Gdy nie jesteś w stanie wybrać imienia. Gdy zostaje Ci pięć tygodni do porodu, a Ty nie potrafisz się zebrać w sobie, żeby zacząć cokolwiek przygotowywać.

Przy Tymonie było inaczej.

Pierwsze ciuszki kupiłam jeszcze zanim zaszłam w ciążę. A gdy już w ciąży byłam, każde wolne pieniądze schodziły na coś dla niego. Ruchy czułam już w 16 tygodniu ciąży i całymi dniami na nie czekałam. Śmiałam się, gdy miał czkawkę. Co chwile mimowolnie głaskałam brzuch, nawet gdy jeszcze nie było go widać. Od 30 tygodnia ciąży szalałam z torba do szpitala. Chodziłam na szkołę rodzenia. Czekałam, wyczekiwałam.

Teraz opieram się na powtarzanym mi cały czas przez P. zdaniu:
"Zobaczysz, jak urodzisz, jak na nie spojrzysz, to wszystko minie i będzie jak za pierwszym razem."

A jeśli jednak nie będzie?
Czy w ogóle może być, skoro całą ciążę jest tak jak teraz?

5 komentarzy:

  1. Taka pocieszajka - jeśli chcesz oczywiście :)
    Moja pierwsza ciąża była wyczekana, wychuchana, ciuszki, łóżeczko, gładzenie brzucha - no cud miód orzeszek. A po porodzie - smutek, totalne zagubienie, oddajcie mi moją wolność, karm piersią, no karm piersią, przecież każda kobieta może itp... ciężko było. Doszłam do siebie po 3 m-cach.
    Druga ciąża - zaplanowana, ale ciężka do noszenia, bo już nie było czasu się na tej ciąży skupić, bo dziecko już było w domu, bo rozwarcie w 25 tygodniu, ale nie poleżę bo nie mam jak... Ciuszki przeprałam, ale już się nie cyndoliłam z prasowaniem itp...
    Poszłam, urodziłam i zakochałam się w małej 2 minuty po porodzie. Byłam pewna swego, wiedziałam co robić, olewałam złote rady.
    Najtrudniejsze było zorganizowanie domowego życia z noworodkiem na cycu - ale też przyszło zaskakująco gładko.
    I tak sobie myślę, że im więcej po ciąży oczekujesz, im bardziej się na niej skupiasz - tym większy emocjonalny rozpizd po porodzie. A taka ciąża druga, bez natchnienia, bez ekscytacji - przynosi czystą radochę, bo nie musi się mierzyć z wygórowanymi oczekiwaniami.
    Więc - będzie dobrze. Życzę Ci tego z całego serca!

    OdpowiedzUsuń
  2. Strzyga będzie dobrze! O ile pierwsza ciąża to tylko rosnący brzuch,o tyle druga była koszmarem. Milionpięćsetdwadziewięćset razy wyrzygałam swoje flaki.Umierałam codziennie. Patrzyłam na starszego syna i miałam wyrzuty,że jednak zdecydowałam się na drugie dziecko. Nic mi się nie chciało,ja tych 9 miesięcy nie pamiętam,amok,totalna rozpierdziucha. A potem (siłą rzeczy) urodziło się niemowlę,ba nawet do domu przyniosłam. Przedstawiłam ich sobie i to była najcudowniejsza (tak,znam takie słowo) chwila w moim życiu. Dziś zastanawiam się,jak my bez niemowlęcia funkcjonowaliśmy ? Choć ciążę mu na bank wypomnę.

    Siły życzę,będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw się. Wiesz ja w żadnej ciąży nie czułam związku z dzieckiem, które nosiłam pod sercem. Z pierwszym było podobnie do tego co opisujesz, ale wynikało to nie z silnego poczucia związku z dzieckiem tylko z tego, że pierwsze i takie wystarane. Z Filipem i z Jagodą zupełnie inaczej. Zabiegana przy dziecku nie miałam czasu na przygotowania i na wsłuchiwanie się w siebie. Ciąża minęła i dopiero wtedy fala instynktu macierzyńskiego uderzyła z taką samą siłą jak przy pierwszym dziecku. Pierwszy krzyk, te malutkie paluszki i otwierające się od czasu do czasu oczka. Ja w związku z tym, że nie czuję żadnego związku z dzieckiem będąc w ciąży, mam bardzo liberalny stosunek chociażby do surogatek, ale o tym może kiedyś na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też mam czasem takie dni, że nie mam siły wstać z łóżka... Nie mam porównania z dwiema ciążami, bo byłam tylko w jednej, ale nad drugą pracuję:p, ale wiem, na pewno ta druga będzie inna- szału poszukiwania i zakupów będzie mniej- bo wyprawka po pierwszej czeka... Będę wiedzieć,co mnie czeka...Będzie mniej histerii gdy dziecko zagorączkuje i mniej płaczów z dzieckiem przy szczepionce

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mogę napisać dokładnie to samo co poprzedniczki - pierwsza ciąża była super, wszystko książkowo i jak należy, dwie kolejne totalnie inne, dla mnie prawdziwy koszmar. Dopóki nie zaczęłam odczuwać ruchów, nie mogłam uwierzyć, że noszę dziecko, później doszło przemęczenie, obrzęki, ociężałość i totalny roztrój psychiczny. A teraz z młodszymi dziećmi mam dużo lepszy kontakt niż z najstarszym, łączy nas dużo silniejsza więź. Powiem szczerze, że gdyby nie najmłodszy synuś już dawno przestałabym walczyć o siebie.

    OdpowiedzUsuń