wtorek, 2 września 2014

Gotowe

Miesiąc temu odkurzałam po raz ostatni rawskie mieszkanie.
Rozglądałam się za czymś, czego zapewne zapomniałam, by jednak to ze sobą zabrać*.
Negocjowałam z P. zostawienie wielkiego, pluszowego misia.

***

I kocham, i się boję.

Przez ostatnie sześć lat przeprowadzałam się ośmiokrotnie. Mieszkałam już w schowku na szczotki i w wielkim domu. Z grupą studentów i ze starszą panią.

Miesiąc temu znowu stałam nad torbami, w które poupychałam trzy lata życia. I zastanawiałam się czy bardziej drżę ze strachu, czy ze szczęścia i podekscytowania.

***

Dziś, pierwszy raz od miesiąca, obudziłam się wyspana. Nie zmęczył mnie Tymon, który wgramolił się nad ranem do mojego łóżka, zagarniając połowę z tej niewielkiej przestrzeni, którą zostawiła mi Agnieszka. Nie wykończyła poranna pobudka, połączona z próbą wydłubania mi oczu i wygniecenia dziury w brzuchu, uskuteczniana przez moją córę.

Gdybym była programem komputerowym, wyświetliłabym dziś komunikat:

INSTALOWANIE AKTUALIZACJI PRZEBIEGŁO POMYŚLNIE.

Jestem w domu.


*a zapomniałam kurtek przeciwdeszczowych Tymona i Agnieszki

5 komentarzy:

  1. <3 Wiem co czujesz, Ewa :) I bardzo mnie to cieszy, to ostatnie zdanie - "JESTEM W DOMU" <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. <3
    Cudownie! Bardzo się cieszę Twoim szczęściem i spokojem! :)
    PS. Liczę, że i u mnie "instalacja" przebiegnie sprawnie i w odpowiednim czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jestem u siebie juz pół roku. Tak naprawde u siebie, i nadal nie potrafie sie do tego przyzwyczaic....

    OdpowiedzUsuń
  4. no teraz życzę Ci samych takich poranków :)

    OdpowiedzUsuń