poniedziałek, 19 marca 2012

Long, long way from home...


Skończyło się szpitalem.

Najpierw płakałam, bo miałam wyrzuty sumienia, że nie przyjechałam od razu. Potem zaczęłam obserwować... Wyniki dobre, brak jakichkolwiek objawów (zero gorączki od poniedziałku w nocy, brak kataru, brak kaszlu, żadnych zmian osłuchowych, krew i mocz okay). Mówię... Nie ma. Znowu chcą go zatrzymać zdrowego na oddziale...

I kiedy rozważałam wypis na żądanie okazało się, że zapobiegliwa lekarka kazała mu już podać antybiotyki. Bez naszej wiedzy, żebyśmy przypadkiem nie protestowali; nie czekając na wyniki, bo po co? Ot, krótka informacja, że podczas zakładania mu wenflonu podano pierwszą dawkę Zinacefu.

Oczywiście, zrobiłam awanturę.
Co z tego, skoro w takim wypadku terapię trzeba doprowadzić do końca, bo antybiotyk to nie przelewki i odstawiać go ot tak nie można?

Po drodze okazało się, ze mały reaguje na Zinacef alergicznie (wysypka, problemy z brzuszkiem, niepokój), ale po co zmieniać. Po trzech dniach walki udało mi się dostać osłonowo Acidolac i jest nieco lepiej...

Siedzę więc szósty dzień na cholernym oddziale, na przemian klnąc i płacząc. I czekam...

W międzyczasie piszę zjadliwą skargę do Izby Lekarskiej na szmatę, przez którą tu siedzimy. Niech ma. Niech się nauczy, że dziecko to nie szmaciana lalka, w którą można dla zabawy wbijać igiełki.

***

Z dobrych rzeczy - Tymon nauczył się łączyć dłonie, leżąc na plecach. Mama promienieje z dumy, bo według tabeli rozwoju, którą mamy w książeczce zdrowia umiejętność tę dzieci opanowują zwykle dopiero w czwartym miesiącu życia (inna sprawa, że z trzymaniem główki jesteśmy poniżej średniej).

Tak więc łapiemy się za rączki, zjadamy paluszki (czasem wsadzimy łapkę za głęboko do buzi i wtedy robimy takie paskudne "khhhhrt"), kopiemy nóżkami z zapamiętaniem godnym alpinisty walczącego o zdobycie Mount Everestu, próbujemy się głośno śmiać (ale jeszcze nam niezbyt wychodzi) i cały czas trajkoczemy w głos.

Jesteśmy w ogóle bardzo nadpobudliwi ostatnio.

No i skończyły się dobre czasy - doszliśmy do wniosku, że świat jest fajniejszy, gdy ogląda się go z wysoka i głośno domagamy się obnoszenia na rękach po szpitalnej sali i pokazywania wszystkich możliwych zakamarków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz