środa, 7 marca 2012

Przewróciło się (niech leży...)


Pan Tata poszedł dziś wcześniej do pracy, zaburzając tym samym święty rytm spacerowy - zamiast wyjść z domu o 10:35, czekam grzecznie, aż Tymon się wyśpi. Tym samym mam czas, żeby posprzątać choć trochę mieszkanie, przygotować obiad, a nawet napisać notkę na blogu. Błogosławiony spokój w domu. Szkoda, że brak go w mojej głowie...

***

Kiedy Pan Tata stracił pracę i nie mógł znaleźć innej wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie wyjazd 400 kilometrów na południe. Miało być nasze miejsce na ziemi. Miało być miło, bezpiecznie, spokojnie. Przynajmniej w mojej głowie.

Pan Tata ostrzegał, odwodził od pomysłu. Jakoś mu się nie paliło do przeprowadzki akurat w to miejsce, ale po dwóch miesiącach bez pracy, za to z rosnącymi długami uległ. Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy.

Oczywiście już od pierwszego dnia dostałam obuchem po głowie, bo nic nie było tak, jak sobie wyobrażałam... Ale miało być tak tylko przejściowo, do wyjazdu teściów. Rzeczywiście, potem przez chwilę było normalnie, ale ile trwała ta chwila? Tydzień? Dwa?

Nagle zdałam sobie sprawę jak bardzo sama tu jestem. Trzy przyjazne twarze w promieniu 400 kilometrów. Brak ludzi, których znałam, na których mi zależało. Brak wsparcia, narastające problemy ze szwagrem, coraz silniejsza myśl, że w takich warunkach się nie da wychować spokojnego, szczęśliwego, bezpiecznego i zdrowego dziecka...

Teraz zastanawiam się już nawet nie nad tym CZY popełniłam błąd, tylko nad tym JAK WIELKI on był i czy cokolwiek da się z nim zrobić...

Kolejna przeprowadzka - czy może "kolejna ucieczka"? Ulicę dalej, czy znowu slalomem przez Polskę?

Czuję się jak mała dziewczynka, która chciała zrobić mamie niespodziankę i zabrała się za robienie obiadu. Siedzę w zamienionej w pobojowisko kuchni nad potłuczonym półmiskiem i popłakuję nad skaleczoną za ostrym nożem ręką.

Chciałam dobrze - dla siebie, dla Pana Taty, dla Tymona. Wyszło jak zawsze i już się boję podejmować jakiekolwiek decyzje (o działaniach nie wspominając), żeby przypadkiem nie wpakować się w większe bagno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz