wtorek, 13 marca 2012

Obiecałam


Powiedziałam "NIE".
Tymon został ze mną w domu.

To były najgorsze 24 godziny, jakie w życiu przeżyłam.
Patrzyłam na gorączkę mojego synka, słuchałam jego płaczu. Próbowałam utulić, wyciszyć, ugłaskać... Potem wrócił Pan Tata z oficjalnym pozwoleniem na podanie środka przeciwgorączkowego.

Tymon odżył, ale po kilku godzinach gorączka zaczęła gwałtownie narastać. Robiłam okłady i czekałam, aż minie cholerne osiem godzin i będzie można mu podać drugą dawkę leku. A potem drżałam, bo gorączka nie chciała spadać. Minęły dwie długie godziny, zanim lek poradził sobie z temperaturą. Lek i Tymon. A rano serce jak u jaskółki - zadziałało, temperatura się unormowała w okolicach stanu podgorączkowego, mój syn się uśmiecha, chce jeść, gaworzy...

Obserwujemy dalej, jutro znowu do lekarza.
Jeśli nie pojawią się zmiany osłuchowe, będziemy leczyć się w domu.
Jeśli się pojawią - koniec dyskusji, jedziemy do szpitala...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz