poniedziałek, 30 stycznia 2012

Strzygopłaczki pt.2


W ciągu dnia mam całą siłę potrzebną, by najczulej i najstaranniej zająć się Tymkiem, ogarnąć mieszkanie, ugotować obiad, wykąpać się, przytulić Pana Tatę, posiedzieć chwilę przed komputerem, przeczytać gazetę... Jestem perfekcyjnym robotem w wersji full service. Uśmiechniętym, szczęśliwym.

Potem przychodzi wieczór.

Wieczorem kładę się do łóżka i za każdym razem dzieje się to samo. Zupełnie bez sensu, bez żądnego racjonalnego powodu po policzkach zaczynają płynąć łzy, a ja czuję tylko wszechogarniające zmęczenie i niepewność.

Czy z Tymkiem na pewno wszystko w porządku?
Czy ten pępuszek ma prawo tak długo się goić?
Kiedy przestanie pojawiać się ropa?
Czy na pewno dobrze go czyszczę?
Co to za krostki na buzi?
Czy to przez sałatkę?
Czy trądzik niemowlęcy?
A może potówki?
Czy on się na pewno najada, bo tak często się budzi i strasznie ostatnio wisi na piersi?
Czy Pan Tata na pewno akceptuje ten nasz odwrócony do góry nogami świat?
Czy na pewno jest szczęśliwy z kobietą, która nagle stała się matką i multum uwagi, która do tej pory była dla niego, poświęca dziecku?
Czy ja nadal mu się podobam?
Czy z jego libido można wytrzymać kilkutygodniowy celibat bez uszczerbku dla związku?
Czy? Co? Jak? Dlaczego?

***

Tymo śpi.

Usnął wtulony we mnie po długim płaczu. Potrzebował mojego głaskania, mojego głosu, ciepła maminej skóry... Jest ode mnie całkowicie zależny i to jednocześnie najpiękniejsza i najbardziej przerażająca świadomość... Bo czy ja aby na pewno jestem w stanie dać mu wszystko czego potrzebuje?

Chciałabym.
Ale czy podołam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz