wtorek, 10 stycznia 2012

Bakterie, wirusy i grzyby


Antybiotyk.
Nieregularne skurcze.
Nowy smartfon Pana Taty.

***

Coraz wyraźniej odczuwam zmęczenie materiału. Już mi się nawet nie chcę z Młodym rozmawiać, żeby się łaskawie urodził - bo i co to da. Za dobrze znam jego upartych i upierdliwych rodziców, żeby wierzyć w sens takich zaklinań.

Jeszcze (mniej więcej raz, dwa razy dziennie) miewam zrywy przeszukiwania internetu pod kątem metod naturalnego przyspieszania porodu, ale przebiegają one z tak niesamowita wiarą w sens tego co robię, że równie dobrze mogłabym się położyć do góry brzuchem i olać temat. Wyjdzie, to wyjdzie. Kiedyś w sumie musi, więc po co ten stres i poganianie, hm?

Jasną stroną jest to, że mogę bezkarnie wsuwać mandarynki - na kilogramy - i różne inne zakazane rzeczy.

No i Pana Tata jest do mojej pełnej dyspozycji (jak go złapię i uda mi się utrzymać dość długo, żeby zbałamucić) ;)

***

Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina i poszedł spać
Inaczej - sensu brak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz