wtorek, 3 stycznia 2012

Zaklinanie



Wtorek. 03.01.2012. Tak. 2012...

Tak mi wszyscy przepowiadali poród przed terminem, w Wigilię, albo przed Sylwestrem... I co? I dupa. Seks nie skutkuje, chodzenie nie skutkuje, sprzątanie nie skutkuje. Młody się zaparł rączkami i nóżkami i siedzi uparcie, bo mu tam w środku wygodnie, to co będzie wychodził. Mama 24 h/d podłączona do niego, jeść dają, kołyszą mile...

Były plany, żeby posprzątać caaałe mieszkanie i umyć okna, ale jak zwykle rozeszły się po kościach. Może gdyby Szanowny Pan Tata nie jęczał, jaki to on jest głodny, wyszłoby z nich więcej. A tak? Gruntowne odkurzanie i na tym koniec. Bo skoro już się oderwałam, zrobiłam obiad i go zjadłam, to najzwyczajniej w świecie nie chce mi się od nowa zabierać za porządki. Zresztą... Kto normalny myje okna po ciemku?

Swoją drogą podejrzewam sabotaż. Zostałam oderwana od wszelkich form aktywności na wypadek, gdyby miały one przyspieszyć poród - jak kochającym ojcem nie byłby Pan Tata, zdecydowanie woli mieć jeszcze kilka dni na niczym nieskrępowane gierki we dwoje... Skubaniec ;)

***

Synu, zlituj się nad matką... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz