poniedziałek, 12 grudnia 2011

Porodowe reisefieber


Spakowana do szpitala torba, wyprana część ciuszków Młodego, przemeblowanie w moich rzeczach.

Strzyga wyraźnie spokojniejsza.

Chyba po prostu potrzebuję działania.
I widocznych gołym okiem efektów.

***

Inna sprawa, że przerastają mnie Święta - pierwsze z dala od rodzinnego domu, w pełni na utrzymaniu Pana Taty, bez możliwości kupienia choćby drobiazgu od siebie dla najbliższych. Nie wyobrażam ich sobie.

Potrzebuję na pocieszenie pachnącej choinki, kolorowych bombek, łańcucha z koralików i dużo, dużo kolęd... I jeszcze Młodego na rękach ;)

***

w Narodzonego miłość wierzymy
choć okruchami zwą nas marnymi
Jego miłością naszą mierzymy
trwa wyścig z czasem w byciu dobrymi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz