piątek, 2 grudnia 2011

Tears in Heaven


Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, nie zdaje sobie sprawy z tego co ją czeka.

Kto by pomyślał, że oprócz tych otrąbionych wszędzie gdzie się da mdłości i problemów z pęcherzem czeka ją coś jeszcze. Że po (często ciężkim) pierwszym trymestrze przyjdzie (wcale nie lżejszy) drugi i trzeci. Że piersi będą reagować buntem i bólem nawet na powiew wiatru, że brzuch będzie bolał, że czasami Maleństwo ułoży się wysoko i będzie uciskać na narządy wewnętrzne (a te na żebra) tak, że jedyne co będzie można zrobić to płakać i czekać aż minie. Że potem z kolei przesunie się niziutko i niemal nie będzie można chodzić. Że przez leki hamujące skurcze pojawi się uczulenie, nie będzie można jeść cytrusów i trzeba łykać coraz więcej leków, bo jak nie to czerwone, swędzące plamy, a jak tak to boli żołądek, bo ile chemii można w siebie wcisnąć...

A to tylko ciało.

Gdzie miejsce na psychikę - na krótkie zrywy euforii przeplatane długimi godzinami smutku, rozgoryczenia, strachu i złości?
Na partnera, który nie rozumie i nie próbuje zrozumieć, że nagle przestałaś być panią własnego ciała i myśli - i w związku z tym, kiedy śmiertelnie się obrazisz i potrzebujesz żeby on o ciebie walczył, próbował rozmawiać, perswadować, przytulić, wyjaśnić... po prostu ma wszystkiego dość i przyjmuję taktykę kompletnego zignorowania.

Na świat, który rzuca kłody pod nogi. Bo jak to jest, że trzeba zejść do sklepu, i wejść potem z powrotem na czwarte piętro, a dodatkowo w tym sklepie kolejka, nie ma ukochanych żelków, że o zwyczajnych jabłkach nie wspomnę. Że w laptopie psuje się klawiatura, usb i nie wiadomo co jeszcze. Że sprawa rozwodowa nie ruszyła się nawet o pół kroku przez prawie rok. Że zawsze jest czegoś za mało, coś jeszcze trzeba komuś oddać...

Na psa, który nie potrafi sam wyjść na spacer, śmierdzi, kradnie jedzenie, po którym rzyga, cieszy się bez sensu, nie słucha, szczeka, gdy ktoś wchodzi do domu i piszczy, gdy próbujemy wyjść, i do tego wszystkiego ma cieczkę (akurat teraz...).

***

Wczoraj, kiedy Twoje imię
Ktoś wymówił przy mnie głośno
Tak mi było jakby róża
Przez otwarte wpadła okno

Dzisiaj, gdy jesteśmy razem
Odwróciłam twarz ku ścianie
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat, a może kamień?

***

Zostało 40 dni. Może mniej.

Dlaczego cała pewność i wiara uciekają ze mnie właśnie teraz?

Czy ja się w ogóle nadaje na matkę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz