sobota, 10 grudnia 2011

Fuck off

Trzeba pojechać do sądu, wyciągnąć akta, posprawdzać, co tam nowego, odebrać opinię RODiK. Bo jakoś do nas nie dochodzą wszystkie te sympatyczne rzeczy, które Sąd powinien dostarczać stronom postępowania... Więc żeby nie zostać w tyle trzeba jeździć. A sąd 500 kilometrów stąd.

No i oczywiście Pan Tata MUSI jechać tam TERAZ - przed samym porodem. Ale nie tak jak proszę - żeby pojechał w niedzielę na noc, w poniedziałek wszystko załatwił, i we wtorek rano był z powrotem. Nieee... On musi jechać w czwartek, bo chciał najpierw zadzwonić do Sądu, a przecież w sobotę nie zadzwoni.

Jak najbliżej terminu...

I chuj, że ja tu nie mam wsparcia w razie gdyby coś się zaczęło dziać.
Bo babcia ledwo chodzi. Ciocia pracuje poza miastem, więc w razie "W" nie da rady szybko dotrzeć, a szwagier żyje w swoim świecie kumpli i gier komputerowych i jakoś nie czuję się bezpiecznie z myślą, że miałabym zostać na jego łasce.

***

Oczywiście torba do szpitala niespakowana, bo nie ma połowy rzeczy. Załatwi się to rzecz jasna w poniedziałek. Szkoda tylko, że sklep internetowy ma 5 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty na wysłanie paczki. A zanim dojdzie...

A mnie coraz częściej boli podbrzusze.
Coraz gorzej się czuję.
Coraz wyraźniej widzę, że moje ciało szykuje się na rozpakowanie...

***

A więc co robi mój Książe z Bajki, żeby mi pomóc z całym tym syfem dookoła?
Śpi.
W końcu jest dopiero wpół do pierwszej.

***

Odmawiam dalszej współpracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz