sobota, 28 marca 2015

Wstęp do spokoju

Na początku nic nie zauważasz - już tak długo jesteś zmęczona, że stan ten wydaje Ci się permanentnym. Mija jednak kilka dni i zdajesz sobie sprawę, że masz trochę więcej siły, że nie jedziesz na rezerwie, frustracja jakby mniejsza, a cierpliwość w górnej granicy normy.

Pierwsza myśl: to wprawa. Osiągnęłaś wyższy poziom wtajemniczenia na matczynej ścieżce.

Druga, głębsza: coś się zmieniło. Musiało się coś zmienić, bo wprawy nabierasz od trzech lat - nie ma opcji, żeby tak z dnia na dzień przyszła, skoro tyle czasu jej nie było.

Zaczynasz obserwować i po trzech -czterech dniach ciężkiej pracy umysłowej odkrywasz, że sekret nie leży w nowej herbacie, ani w koktajlu z awokado, ale w twoich własnych, osobistych dzieciach. W synu - konkretnie - bo córka jest z natury stworzeniem ugodowym i uśmiechniętym. Póki co.

***

Tymon przechodzi etap wyciszenia.

Odkrywa w sobie pokłady empatii (Nie wolno ksyceć, bo Agusia jest smutna!), cierpliwości (Zlobisz mi ZARAZ soczek?) oraz - klękajcie narody - ugodowości. Chwilowo nie muszę prowadzić wojen o powrót do domu, bo moje starsze dziecko osobiście pomaga mi trzepać zabawki z piasku i wkładać je do plecaka, a następnie szurającym kłusem zasuwa pod drzwi naszej klatki w bloku. Ostatnio zaryzykowałam nawet i NIE KUPIŁAM rytualnego ciepłego loda, który gwarantował święty spokój po powrocie ze spaceru. I co? I nic. Nie było afery, sąsiedzi nie musieli wkładać stoperów w uszy, ni dzwonić po opiekę społeczną.

Jakby tego było mało - jaśnie panicz wdraża się w system obowiązków domowych i zachowań akceptowalnych społecznie. Do tej pory, gdy mówiła "Tymonku, zamknij delikatnie lodówkę.", następowało solidne walnięcie drzwiami. Obecnie są zamykane cicho i powoli. A to dopiero początek. Odpowiednio instruowany Tymon SAM sprząta zabawki. No. Połowę zabawek. W końcu nawet mi ciężko znaleźć w sobie cierpliwość, by zebrać cały ten majdan do szafy...Ćwiczy również (niechętnie) samodzielne ubieranie oraz (chętniej) rozbieranie.

Najpiękniejszy jest jednak powrót dawno zapomnianej umiejętności - samodzielnej zabawy o poranku. Tu jednak trzeba uważać i NIE OTWIERAĆ oczu. Otworzysz - przepadłaś. Nie śpisz, więc winnaś zrobić śniadanie, "wysikać dziecko", dać soczek, wyciągnąć zza kanapy puzzle, które "przypadkiem" wpadły, dać banana, rozdzielić tłukące się dzieci itp., itd.

Następnym razem będziesz pamiętać, żeby trzymać oczy zamknięte, prawda?

Mimo to... Żyć, nie umierać :)

***

Mam nadzieję, że publikacja tego postu nie spowoduje powrotu poprzedniej wersji Tymona...

2 komentarze:

  1. Eh, dajesz mi nadzieję, wiesz? Chociaż nie,nie- naprawdę nie mam na myśl zmian u Lilki, bardziej chodzi mi o to starsze dziecię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnosnie PS - Wiesz, zawsze niestety jest takie ryzyko ;)
    Co do reszty - ja chętnie przyjmę zdolność cichego zamykania wszelkich drzwiczek. Niestety Lulka jest mistrzem w robieniu jebudu w najgorszych momentach czyli gdy usypiana Anka jest na granicy zaśnięcia na dobre.

    OdpowiedzUsuń