wtorek, 25 września 2012

Z placu boju

Z zapalenia gardła zrobiło się zapalenie oskrzeli i początki zmian na płucach.

Dzięki temu pół dnia spędzam próbując ukoić moje marudne i płaczliwe dziecko, wycierając cieknący nosek i głaszcząc po smutnej buzi, a resztę czasu modlę się, żeby się nie obudziło i usypiam od nowa jak zły kaszel przebudzi. Momentami mam szczerą i trudną do opanowania ochotę wyskoczyć z tego naszego czwartego piętra


6 komentarzy:

  1. A czy ktoś ci powiedział żeby oklepywać? Jeżeli nie, to ja z pełną odpowiedzialnością za te słowa mówię - oklepuj! W necie znajdzie masę stron z tłumaczeniem jak takie oklepywanie wykonać, ale gdybyś miała jakieś wątpliwości, pisz, postaram się wytłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :) Oklepywanie to podstawa ;) Opanowałam to zanim Tymon skończył miesiąc i stosuję przy każdej infekcji z kaszlem i katarem.

      Usuń
  2. Zastanawiam się skąd takie paskudztwa się do Was przyplątały =( Mam nadzieję, że macie dobrego lekarza, który odpowiednio trafił w leki, które szybko postawią Was na nogi (bo w takim stanie rzeczy to chyba tylko antybiotyk). No i to oklepywanie co Bajka pisze to naprawdę podstawa w takich sytuacjach. Nie bardzo tylko jeszcze wiem jak to dokładnie się robi, ale lekarze o tym nie informują, bo myślą, że to oczywiste, a nie dla każdej matki jest to oczywiste. Mam nadzieję, że jest choć trochę lepiej, ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypałętały się z alergii... :/ Pani Doktor mówi, ze układ odpornościowy alergika jest dużo bardziej obciążony, niż u zdrowego dziecka i organizm nie ma siły walczyć z infekcjami - co by się zgadzało, bo Tymon nawet nie gorączkuje przy chorobie, a gorączka to przecież oznaka walki organizmu. Jedyne co może nam pomóc to czas.

      Lekarkę mamy genialną. Już dwa razy wyprowadziła Tymka z naprawę ciężkich infekcji BEZ ANTYBIOTYKÓW, c jest podwójnym sukcesem, bo antybiotyki osłabiają odporność, a on i tak ma słabą.

      Teraz jeszcze walczymy z katarem, ale to już końcówka.

      Kurs z oklepywania też nam zrobiła, tak dla powtórzenia, ale jak jej pokazałam co i jak robię, to stwierdziła, ze niepotrzebne mi szkolenie ;)

      A tu masz filmik instruktażowy:

      http://www.kaszeludzieci.pl/oklepywanie-niemowlat.html

      Usuń
    2. W sumie racja, bo Majka ma atopowe, niby delikatne, ale lekarz powiedział, że to jednak alergik i w tym przypadku podatność na wszelkiego rodzaju infekcje jest większa. Dlatego też tak bardzo bałam się żłobka.

      Lekarki pozazdrościć, rzadko teraz zdarzają się tak zrównoważeni fachowcy. Przecież nie wszystko trzeba leczyć antybiotykowo.

      Dziękuję za link, ale zgłoszę się też w razie czego =) Choć lepiej żebym nie musiała =)

      Usuń
    3. Ja na nią trafiłam, jak już straciłam nadzieję i na myśl o pójściu do lekarza z dzieckiem zaczynałam płakać. Poszliśmy do niej najpierw prywatnie i nie pozwoliliśmy jej dotknąć Tymka dopóki nie wyjaśniliśmy o co nam chodzi. I zostaliśmy, zapisaliśmy się do przychodni i teraz chodzimy już na NFZ.

      A nasze leczenie... antybiotyki to ostateczność - nawet zapalenie oskrzeli i początki zapalenia płuc udało nam się pokonać bez nich. Kluczem było oklepywanie, groprinosin (syrop na uodpornienie i przeciwwirusowy, na receptę) i prospan (syrop z bluszczu. bez recepty), a przy zapaleniu płuc elofen (na receptę). Plus, niestety, sterydowe czopki antyalergiczne (robione na specjalne zamówienie w aptece, na receptę), bo organizm był zbyt zajęty walką z alergią żeby przejmować się zapaleniem oskrzeli. Ale czopki tylko przez pięć dni, a całość leczenia prawie trzy tygodnie. Do tego wizyty u niej co drugi dzień, żeby na bieżąco monitorować czy się nie pogarsza. jak się poprawiło to kontrole co czter dni, chyba żeby nagle coś się działo, to wtedy od razu do niej.

      Ogólnie ze świecą szukać takiego lekarza. Poprzedni od razu wysyłali mnie z małym do szpitala...

      Usuń