poniedziałek, 5 listopada 2012

Luuuuz...

Nasze poranki...

Tymon piszczy o 6, więc biorę go do łóżka. Skacze po mnie przez godzinę, po czym zasypia. Na pół godziny. Budzi się i znowu po mnie skacze. Zestawiam go na podłogę i idę spać dalej. Tylko co jakiś czas otwieram jedno oko i sprawdzam czy żyje. O 9 pada. Biorę go do łóżka, śpi do 10. Potem skacze po mnie jeszcze pół godziny. I dopiero wtedy wstaję. Bo trzeba mu dać jeść.

Tak. Odpuściłam sobie.

Nie mam dość energii, żeby pracować do 1:30 - 2:00, a potem wstawać jak skowronek o 6 rano.

Zabezpieczam pokój, żeby nie zrobił sobie krzywdy, zostawiam mu zabawki. I śpię dopóki mogę.

Jakaś spokojniejsza jestem dzięki temu ;)

5 komentarzy:

  1. To fajnie, że chce się zajmować sam sobą i że w taki sposób możesz zabezpieczyć mieszkanie, bo u mnie to niemożliwe, ale też na szczęście niekonieczne póki córka decyduje się na poranną drzemkę ze mną (choć niejednokrotnie jest właśnie poprzedzone godzinnym skakaniem po mamie =)).

    OdpowiedzUsuń
  2. czemu u mnie to sie nie sprawdza? bo Mała rozpierducha potrafi zrobić rozpierdziel nawet w pustym pokoju:P:P:P

    OdpowiedzUsuń