niedziela, 9 października 2011

Zakazy, nakazy, pierdółki...


We wtorek rano wyjeżdżamy, więc od wczoraj mam reisefieber.

Najpierw była to gorączka myślowa - co zabrać, czego nie zapomnieć, w co spakować rzeczy. Od dzisiaj jest już bardziej "czynnie". Zrobiłam pranie, które złośliwie nie chce schnąć (niestety, mamy już niemal połowę października i zaczyna się robić mroźno i smutcholijnie), ogarnęłam nieco mieszkanie. Jutro czeka mnie ciąg dalszy sprzątania plus pakowanie.

Remik się na te moje rewelacje i latanie obraził i pokopał rano, po czym zamilkł aż do teraz. Pewnie mu przejdzie jak się położę do łóżka i będzie się mścił, nie dając zasnąć. Już się troszkę znamy, co Synku? :)

***

Oprócz rewelacji okołopodróżowych są też inne, mniej sympatyczne i absolutnie niewyczekiwane - według ostatnich badań krwi mam podwyższony cukier. Wiąże się to z ograniczaniem słodyczy (a tego Tygryski nie lubią najbardziej). Tak więc klnę pod nosem, licząc, że Remik nie słucha i ograniczam... Ograniczam... Ograniczam...

Królestwo za słoiczek nutelli albo dobrą chałwę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz