czwartek, 5 czerwca 2014

O szczepieniach


Nie lubię szczepień.

Boję się ich. Boję się powikłań. Odszczepiennego zapalenia mózgu, wstrząsu anafilaktycznego, krzyku mózgowego, encefalopatii, odszczepiennego zapalenia płuc, drgawek i zahamowania rozwoju, odry poszczepiennej. Nie udaję, że ich nie ma - gdyby nie istniały, nie byłoby ostrzeżenia przed nimi na ulotkach, które czytam w gabinecie lekarskim.
Mimo to - z drżącym sercem - szczepię.

Dlaczego? Ponieważ jestem żywym przykładem na powikłania pochorobowe. Mając osiem lat zachorowałam na różyczkę, z której w powikłaniach zrobiło się zapalenie mózgu.

Gdybym nie uparła się tamtego dnia na nocleg u babci, to umarłabym we śnie. Zamiast tego mogłam słuchać setki razy opowieści o tym, jak nagle straciłam przytomność. O tym, jak wieźli mnie na sygnale na Gdańską Zaspę do Świętego Wojciecha. O wielkiej, grubej igle, którą pobierali płyn rdzeniowy - jednym ze świadomych wspomnień, które mam z tamtego okresu, jest krzyk nastolatka, który miał pecha utrzymać świadomość na czas tego badania. O kilku dniach śpiączki, podczas której musieli mnie przypiąć pasami do łóżka, bo co jakiś czas dostawałam drgawek.

Sama też zapamiętałam wiele rzeczy. Wybudzenie w tych pasach i moją histerię, gdy nie mogłam się ruszyć. Blondwłosą pielęgniarkę - panią Irenkę - która głaskała mnie i tuliła w ten jeden jedyny dzień, gdy mama nie mogła do mnie przyjechać. Dwie wizyty taty, który normalnie był w pracy - jeździł na TIR-ach - i nie miał jak się pojawić. Nocny harmider, gdy przywieziono chłopca w bardzo ciężkim stanie. Obrazki dzieci z oddziału, które pielęgniarki wieszały na ścianach.

Mój wisiał tam jeszcze kilka lat później, gdy przyjeżdżałam na kontrolne EEG.

***

W internecie mnóstwo się pisze o powikłaniach poszczepiennych. 

To dobrze.

Świadomość ich istnienia sprawia, że baczniej obserwujemy i dokładniej badamy swoje dzieci, zanim pozwolimy podać szczepionkę, a to z kolei zmniejsza ryzyko wystąpienia odczynu. Wiedza o ich symptomach pozwala szybko wychwycić niepokojące objawy i w porę zareagować.

Szkoda tylko, że tak mało pisze się o powikłaniach pochorobowych - są równie niebezpieczne. Warto się z nimi zapoznać przed podjęciem decyzji o (nie)szczepieniu.

***

Agnieszka mierzy już 79 centymetrów i waży 8900 gram.

Po szczepieniu została jej minimalna czerwona plamka. Na szczęście.

***

W razie "W" jesteśmy też TU.

10 komentarzy:

  1. boże....straszne przejścia masz za sobą;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja - jako dziecko - nie rozumiałam za bardzo powagi sytuacji. Dopiero po kilku latach dotarło do mnie, że mogłam już nie żyć.

      Usuń
  2. ja też szczepię. większe jest dla mnie ryzyko powikłań po chorobie niż po szczepieniu.

    ostatnio lekarka sprawdziła historię choroby Igora: miesiąc temu był w szpitalu - wirus gryby jelitowej i rotawirus bonusowo. powiedziała, że gdyby nie był szczepiony na rota, to mogłoby być bardzo nieciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My akurat na rota nie szczepiliśmy, ale podstawowych szczepień nie wyobrażam sobie pominąć - mimo strachu.

      Usuń
  3. też szczepię i ciągle się zastanawiam czy dobrze robię. Czy w jedną czy w drugą stronę to tu i tu są plusy i minusy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w tym temacie nic nie jest czarno-białe. Wybieramy pomiędzy jednym a drugim złem.

      Usuń
  4. Osz, współczuję przeżyć. Właśnie, nic nie pisze się o skutkach chorób. Ja do dzisiaj nie miała świnki i chyba nie byłam szczepiona na nią. Chyba, bo nie pamiętam. I bardzo się boję. W gimnazjum wszyscy mieli, mnie ominęło, a wolałabym wtedy niż dziś.
    A o tych wszystkich czynnikach poszczepiennych nawet nie słyszałam i nie wiem czym są. W sumie teraz zaczęłam się tym interesować, a wcześniej jakoś nie miałam potrzeby. U nas oprócz zaczerwienienia nic nie było, ew. lekka opuchlizna. Nawet na szczepionkę MMR zapisałyśmy się dość wcześnie, bo ledwo co po skończonym roczku. Nie mam obaw, te pojawiają się głównie na forach, a lekarze i profesorowie zazwyczaj pozytywnie wypowiadają się o szczepionkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja różyczki nie miałam... I teraz zaczęłam się bać.
      Szczepienia na nią weszły jak już starsza byłam :/

      Usuń
    2. Ja jestem rocznik 88, i wiem, że wtedy już się szczepiło na różyczkę - w gimnazjum, 12-13 latki. Wiem, ze moja mama kłóciła się o to szczepienie, bo ja przecież różyczkę przeszłam, ale ostatecznie zaszczepiła mnie, bo wytłumaczono jej, ze moja różyczka była nieswoista - przez powikłania.

      Usuń
    3. Ano ano... 12-13 lat (ten sam rocznik jesteśmy). Czyli już starsza. Ale czy miałam to szczepienie? Nie pamiętam.

      Usuń