środa, 11 sierpnia 2010

Kwoooka

Odliczam. :) Coraz bardziej przestawiona na tryb odpoczywający. Najchętniej już bym zamknęła drzwi, włączyła muzykę i olała smycz. Albo zawinęła się w kołdrę, schowała głowę pod poduszkę i spała, spała, spala... Albo usiadła z książka/kartką papieru/zeszytem/edytorem tekstu/ słownikiem polsko-rosyjskim i wreszcie zrobiła coś kreatywnego.

I reaguje ledwo hamowaną agresją na próby wleźcia na teren mojego świętego spokoju. Tzn. nie przeszkadza mi R., który spędzi ze mną czwartkowy wieczór. Na niego wręcz czekam, bo mało ostatnio miałam dla niego czasu, bo jest kochanym, spokojnym dzieciakiem i chcę go porozpieszczać chociaż przez parę godzin. Ale na tym się kończy moje przystosowanie społeczne w chwili obecnej.

Mam świadomość, że jeśli znudzi mi się cisza pustego mieszkania, mogę zadzwonić, wyjść, otworzyć drzwi. I to jest miłe. To wzmacnia mój spokój.

Ale najpierw poproszę o końską dawkę niebycia :)

Niebycie też bywa fajne.


*** 

Silence! I'll kill you!


***


Przeraża mnie widok męskiej kuchni. Trzech kiepskich patelni, dwóch małych garnków, jednego talerza, kilku widelców, łyżeczki, tępych noży i kolekcji pokali do piwa. To cale wyposażenie. Przeraża mnie że dobrze się w tej kuchni czuję. Że w ogóle dobrze się czuję w tym męskim świecie przed remontem. Że nie razi pusta podłoga, brak normalnego łóżka, stara, szara wykładzina, gołe okna, gołe ściany, plastikowy stół.

Morze radości i morze strachu.

I coraz silniejszy syndrom wicia gniazda.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz