środa, 28 lipca 2010

Znowu w Drogę, w Drogę trzeba iść...

Dużo planów. Ważnych spotkań, ważnych ludzi. Na przekór temu jak samotna się czuję… Są. Ruda i stonowany luz naszej przyjaźni, wiecznie entuzjastyczna, pachnąca wiatrem i ogniem Bazylia, cieple i ufne Dziewczynki, stale obecni Cień i Skrzydlaty.
Tak wiele mam…
I ciągle mi, kurwa mać, za mało.
 ***
I mam numer telefonu.
Wczoraj to było bez sensu. Wczoraj. Ale dziś znowu wraca. Puka nieśmiało, opowiada się z imienia, kota i książek. Dziś znowu jest sens. Ruda mówi, że nie mam nic do stracenia, a zyskać mogę dużo. Tylko wyprowadzają mnie z równowagi stale wracające pytania:
 Myślisz, że Ci wolno?
Jesteś pewna, że to ta Droga ma cię prowadzić?
A jeśli z drugiej strony napotkasz ścianę?
A jeśli to tylko impuls, który wygaśnie za kilka dni, tygodni, miesięcy?
Jeśli coś się zacznie, a ty uciekniesz?
Znowu skrzywdzisz?
I wiem. Wiem, że niczego nie można być pewnym, że najpełniej doświadcza się na własnej skórze, że lepiej usłyszeć „odczep się”, niż gryźć się niepewnością, że z impulsów można budować, jeśli tylko się chce… jeśli tylko się spróbuje.
***
Nadal za dużo we mnie niepokoju…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz